Przestańmy się wstydzić długów

Czas czytania
5 minut
Przeczytałeś już
Odsłony
6 361

Przestańmy się wstydzić długów

31 Marzec 2015 - 15:58
Kategoria:

Z Izabelą Kielczyk, psycholog biznesu, coachem wyższej kadry menedżerskiej, rozmawiamy o przyczynach i konsekwencjach zadłużania.

Czy pomimo niepewnych czasów nadal chętnie pożyczamy pieniądze?
- Kryzys u wielu Polaków ostudził optymizm i chęć do zadłużania się. Jesteśmy jednak nadal społeczeństwem na dorobku, w którym „mieć” bardzo często oznacza „być”. Dodatkowo nieustannie atakują nas komunikaty reklamowe banków i innych firm zachęcające do poprawy naszego standardu życia. Pokusa jest ogromna i można zaryzykować stwierdzenie, że nieco przytłumiony obecnie apetyt na zadłużanie się wkrótce może się objawić z pełną mocą.

Kto najczęściej się zadłuża?
- Możemy wyróżnić co najmniej dwa typy osobowości. Pierwsza grupa to osoby ambitne, na dorobku, bez dużego majątku rodzinnego, które chcą podnieść swój materialny standard życia. To osoby odważne, podejmujące wyzwania i ryzyko, wierzące w to, że los będzie im sprzyjał, a co za tym idzie, spłacenie zaciągniętych zobowiązań nie będzie stanowić problemu. Zaciągają najczęściej długoterminowe kredyty hipoteczne. Druga grupa to osoby, które chcą za wszelką cenę dorównać swoim standardem życia osobom ze swojego środowiska. Jeśli sąsiad wymienia samochód czy telewizor na coś lepszego, to znaczy, że ja też tak powinienem. Te osoby żyją często według zasady „zastaw się, a postaw się”, kupują impulsywnie, nie zastanawiając się, czy będzie ich stać na spłatę zaciąganych zobowiązań. Działają lekkomyślnie i krótkoterminowo.

Ulegamy pokusom. Kiedy powinna zapalić się nam czerwona lampka?
- Jeśli nie jesteśmy w stanie co miesiąc odłożyć ani złotówki na tzw. czarną godzinę, a raty spłaty zaciągniętych kredytów przewyższają połowę naszych zarobków, można powiedzieć, że zadłużamy się ponad miarę. Jeśli miesięcznie wydajemy wszystko lub nawet więcej niż zarobimy, zaczyna robić się niebezpiecznie. Zarządzanie budżetem w taki sposób i założenie, że nasze przychody finansowe nigdy nie zmaleją oraz że źródło naszych dochodów jest stałe i bezpieczne, to zbyt optymistyczne i krótkowzroczne podejście.

Sytuacja gospodarcza kraju, problemy z utrzymaniem pracy, wymusiły na niektórych Polakach konieczność oszczędzania. I pewnie zdarzają się osoby, którym trudno przychodzi zaakceptowanie takiego stanu. Pomimo trudnej sytuacji materialnej nadal chcą żyć jak dawniej.
- To bardzo częsty przypadek. Wkraczamy tu na grunt psychologii. Konieczność oszczędzania to w praktyce konieczność zmiany nawyków, rezygnacja z wielu przyjemności, przynależności do określonego stylu życia i konsumpcji. Przyznanie się przed samym sobą do własnej słabości. Warto w takiej sytuacji zadać sobie kilka ważnych pytań i określić, na ile źródłem mojego szczęścia, szacunku w oczach innych są wartości materialne i pokazywanie światu, na co mnie stać. Jeśli głębiej się nad tym zastanowimy, często się okazuje, że pragniemy dóbr, mówiąc delikatnie, mało potrzebnych. Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, najczęściej tylko po to, żeby zaimponować osobom, na których nawet nam nie zależy. Rozrzutne wydawanie pieniędzy to często nasze lekarstwo na stres, zdobycie uznania w oczach najbliższych. To budowanie swojego ja na kruchych fundamentach – szczególnie w czasach niepewności ekonomicznej. Jako psycholog polecam zawsze szukanie świadomych odpowiedzi na pytanie, co definiuje mnie w życiu i na ile moim oparciem są sprawy materialne, a na ile poczucie własnej wartości, świadomość swoich silnych stron i satysfakcji duchowej.

Dziś wielu optymistycznie patrzących kiedyś na świat Polaków ma kłopoty finansowe. Co robić, gdy czujemy, że pętla na szyi nam się zaciska?
- Gdy czujemy, że sami sobie nie poradzimy, a do tego od tygodni źle sypiamy, jesteśmy nerwowi, dopada nas apatia, depresja, należy zwrócić się po pomoc.
Są osoby, którym pomoże zwierzenie się przyjaciołom, a są tacy, którzy wolą porozmawiać z obcą osobą, np. z psychologiem. Najważniejsze, by nie być samemu, by omówić z kimś problem. Rozmowa naprawdę pomaga. Dwa dominujące odczucia, które towarzyszą osobom zadłużonym, to wstyd i strach. Trudno się przyznać do porażki, jeszcze trudniej jest o niej powiedzieć znajomym czy rodzinie. Ale żyjemy w czasach, gdzie wielu ludzi ma kredyt i nie każdemu udaje się spłacać zobowiązania regularnie. Wielu było w trudnych sytuacjach. Pomyślmy, że nie jesteśmy jedyni. Tak od lat żyją np. Amerykanie, a od niedawna także Polacy. Warto pytać, jak inni sobie radzą z długami. W Internecie można znaleźć grupy wsparcia, artykuły na temat tego, jak wyjść z długów. Szukajmy pomocy, nie siedźmy biernie.
Poza tym znajomi, rodzina, którzy wiedzą o naszych kłopotach, często mogą pomóc. Być może znajdzie się ktoś, kto wyciągnie do nas rękę albo opowie o własnych doświadczeniach i podsunie jakieś rozwiązanie.

Czy błędem jest zaciąganie nowych kredytów na spłatę pozostałych?
- Tak. Tworzy się wówczas błędne koło. Zadłużenie nie znika, a jedynie powiększa się o nowe, coraz droższe zobowiązanie. Tak nakręca się spirala długu. Dlatego należy unikać tej pułapki. Im więcej mamy kredytów, tym trudniej będzie nam je spłacać. Nie kupujmy też niepotrzebnych rzeczy. Naprawdę można żyć bez nowego telewizora, bez wczasów na Wyspach Kanaryjskich czy drogich ubrań. Warto zrobić sobie listę, na której wypiszemy tylko konieczne wydatki i jej się trzymać.

Jak zachowuje się człowiek zadłużony?
- To zależy od skali jego kłopotów, od jego charakteru, doświadczeń. Osoby silne zwykle po chwilowym kryzysie zaczynają działać, zamiast się użalać nad sobą. Ale są też takie, które w tego typu sytuacjach, koncentrują się wyłącznie na swoich przeżyciach. Nie są w stanie działać, bo są zbyt skupieni na swoim bólu, i nie patrzą realnie na to, co się dzieje dookoła. Są też takie osoby, które niepowodzenia i kłopoty odkładają na później, uciekają od nich, wpadając w kolejne tarapaty, np. picie czy kompulsywne jedzenie. Efekt jest taki, że szybko wpadają w uzależnienie i potrzebują kompleksowej pomocy. Na pewno osoba zadłużona żyje w ogromnym stresie, w niepewności, w poczuciu beznadziei, wstydu. Z czasem przestaje odbierać telefony, bo się boi banków, firm windykacyjnych, komorników. Zachowuje się irracjonalnie. Pamiętajmy, że nasze długi nie znikną. One będą i będą narastać. Lepiej porozmawiać, np. z bankiem, bo być może będzie miał ofertę dla zadłużonego klienta, niż unikać go.
 
Na czym polega psychoterapia osób zadłużonych?
- Przede wszystkim na zastanowieniu się, dlaczego doszło do takich kłopotów, na uzmysłowieniu, że takie rzeczy się zdarzają, że można popaść w długi, ale to nie jest koniec świata. Poznanie przyczyny kłopotów jest bardzo ważne, bowiem pozwala nam trochę zrozumieć całą sytuację, po to, by np. zapobiec kolejnym tego typu problemom w przyszłości, uniknąć pewnych zachowań, które mogą prowadzić do zadłużenia. Warto też zrozumieć, że z każdej sytuacji znajdzie się wyjście, trzeba tylko dać sobie pomóc. I najważniejsze, to nie przejmować się przeszłością, tym, na co dziś już nie mamy wpływu, a zająć się działaniami, które przyczynią się do poprawy naszej sytuacji. Taka terapia może trwać pół roku, ale też i trzy lata. Wszystko zależy od danej osoby i od jej problemów.
Ludzie się uwikłali w wiele skomplikowanych sytuacji tylko dlatego, żeby coś mieć, żeby komuś pokazać, udowodnić, że jest się np. lepszym. Dlatego w tym zakresie należałoby zmienić myślenie. Czy to, że kupimy nową torebkę za 2 tys. zł sprawi, że będziemy szczęśliwi, albo luksusowy samochód, którym i tak nigdzie nie będziemy jeździć, bo pracujemy całymi dniami? Na takie pytania trzeba sobie szczerze odpowiedzieć.
Część moich pacjentów po takim traumatycznym wydarzeniu, jak bankructwo czy też popadnięcie w długi, z czasem dochodzi do innych wartości w życiu. Przestają kupować niepotrzebne rzeczy, przedmioty przestają mieć dla nich znaczenie. Zaczyna się liczyć czas spędzony z rodziną, z przyjaciółmi, wolna chwila dla przyjemności – posłuchanie dobrej muzyki czy obejrzenie filmu.

Osoba zadłużona najczęściej nie ma pieniędzy na terapię.
- Są bezpłatne oferty pomocy psychologicznej finansowanej przez NFZ. Są grupy wsparcia, które także są darmowe. A czasem po prostu może pomóc rodzina, która zapłaci za terapię. Możliwości jest wiele, trzeba tylko rozejrzeć się wokół i poszukać.