Chwilówkobiorcy online

Czas czytania
8 minut
Przeczytałeś już
Odsłony
1 331

Chwilówkobiorcy online

30 Wrzesień 2015 - 08:10
1 Komentarz

1400 zł na 45 dni, 1500 zł na 30 dni, za darmo, decyzja w kwadrans, losowanie osoby, której pożyczka automatycznie zostaje spłacona, bonusy za namówienie znajomego… Czym jeszcze kuszą nas firmy udzielające chwilówek online? I jak się na to nie nabrać?

Nieprzewidziane awaryjne wydatki, terminowe opłacenie rachunków bieżących i rat, jedzenie, naprawy auta, pilne remonty? Jeśli marzą nam się szybkie pieniądze, bez zbędnych formalności, bez zaświadczeń, bez wychodzenia z domu, to nasze marzenia mogą się spełnić, bo rynek mikropożyczek online w Polsce stale rośnie. Za darmo w sieci można pożyczyć nawet 1600 zł na 30 dni (vivus.pl). Ale uwaga! Na pozór bardzo korzystne i darmowe oferty, mogą się okazać kłopotliwe, jeśli nie spłacimy długu na czas.

Chwilówki czy mikropożyczki?

Potocznie chwilówki online – a oficjalnie i mniej pejoratywnie: mikropożyczki online – polegają na tym, że możemy szybko otrzymać wybraną kwotę na nasze konto. Zadłużenie zazwyczaj trzeba będzie jednak spłacić w krótkim czasie (7–60 dni). Warto jednak wspomnieć, że pojawiły się oferty długoterminowych pożyczek online (np. taktofinanse.pl do 10 tys. zł na 36 miesięcy). Warunki są różne – możemy pożyczyć za darmo, możemy za to zapłacić, możemy pożyczyć bez zaświadczeń, ale czasami będziemy musieli przedstawić skany różnych dokumentów (np. dowód osobisty, zaświadczenie o dochodach, dokument potwierdzający adres zamieszkania, czyli np. rachunek za media).
Zdaniem Jarosława Ryby, prezesa zarządu Związku Firm Pożyczkowych, określenie chwilówka online kojarzy się z niejasnymi zasadami pożyczania, brakiem badania zdolności kredytowej i opłatami ukrytymi, dlatego postuluje on, by w kontekście tego typu form pożyczania używać jedynie określenia mikropożyczka online. Jego zdaniem zdolność kredytowa i zadłużenie pożyczkobiorców są analizowane bardzo dokładnie. To deklarują też firmy, które sprawdzają klientów w bazach. Choć chwilówek online udziela się na dowód, potencjalny klient zostanie zweryfikowany w biurach informacji gospodarczych. Chodzi o badanie historii kredytowej pożyczkobiorcy. Jeśli w bazach widnieć będą niespłacone kredyty – firma pożyczkowa chwilówki nie udzieli. Np. portal szybkagotowka.pl podaje, że o pożyczkę ubiegało się ponad pół miliona osób, a otrzymało niecałe 275 tys.

Jak to działa?

By wziąć mikropożyczkę online, musimy spełniać kilka warunków: ukończone 21 lat (czasami wystarczy 18 lat), mieć polskie obywatelstwo i stały adres zamieszkania/zameldowania, mieć dowód osobisty oraz prywatny rachunek bankowy. Wtedy od szybkich pieniędzy dzielą nas trzy kroki: rejestracja, weryfikacja (przelanie symbolicznej kwoty, np. 1 gr lub 1 zł na konto firmy, w której ubiegamy się o pożyczkę), sprawdzanie w BIK, ZBP, ERIF BIG, KRD BIG, BIG InfoMonitor (różne konfiguracje zależnie od firmy). W zależności od tego, czy pożyczamy pierwszy raz, czy to nasza kolejna chwilówka, będziemy mogli wnioskować o inne kwoty, a im dłuższą mamy historię, tym więcej możemy pożyczyć.

Transparentność i przejrzystość

Firmy udzielające mikropożyczek online szczycą się tym, że wszystkie koszty są znane chwilówkobiorcy. Chodzi jednak o koszty spłaconej na czas chwilówki. Na większości stron możemy za pomocą specjalnych suwaków ustawiać kwotę pożyczki i termin spłaty, po czym automatycznie wyliczane są koszty. Dzięki tej transparentnej funkcjonalności wiemy, ile kosztować nas będzie zaciągnięcie długu, jeśli spłacimy go na czas. Jednak informacje o windykacji, monitach itp. nie są już tak łatwo dostępne. Wszelkie opłaty za spóźnienie ze spłatą zadłużenia są mniej lub bardziej ukryte, a na pewno nie są wyeksponowane tak jak informacje o tym, że pożyczka jest w promocji darmowa. Jako być może przyszli konsumenci chwilówki online nigdy nie zapominajmy o sprawdzeniu, jakie koszty możemy ponieść za niewywiązanie się z terminu. Bo często właśnie one stanowią pokaźną sumę zbliżającą się do pożyczonej kwoty, a nawet ją przewyższającą.

Spóźnianie nie popłaca

Jak podkreślają specjaliści z Federacji Konsumentów, chwilówki online powinni brać tylko tacy konsumenci, którzy mają pewność, że będą w stanie spłacić w terminie zadłużenie. Niestety, zdarza się, że są one ostatnią deską ratunku dla osób, które wpadły w spiralę długów, a żaden bank nie chce udzielić im kredytu. Wtedy o terminowej spłacie trudno mówić. Zwabieni atrakcyjnymi warunkami spóźnialscy obarczani są niebotycznymi kosztami za: powiadomienia, odsetki ustawowe (od 0 proc. w przypadku chwilówek udzielanych na preferencyjnych warunkach lub w promocji do maksymalnej wysokości oprocentowania zgodnej z przepisami prawa polskiego, tzn. czterokrotności stopy lombardowej NBP, czyli 10 proc.), jednorazowe kary, opłaty za komornika lub oddanie sprawy do windykacji, koszty sądowe itp. Każda firma udzielająca mikropożyczek określa, jakie maksymalne koszty można ponieść w przypadku nieuregulowania długu. Różnie wyceniane są esemesy, e-maile, listy czy telefoniczne wezwania do zapłaty. Przykładowy koszt 1 esemesa to 5 zł (filarum.pl), telefonicznego wezwania do zapłaty – 35 zł (wonga.com), e-maila – 6 zł, wezwania listownego – 35 zł pierwsze, 45 zł drugie, 55 zł trzecie (alfakredyt.pl) itp. Jak widać pożyczkodawcy zawyżają koszt czynności związanych z wezwaniem konsumenta do spłaty zadłużenia w stosunku do rzeczywiście poniesionych nakładów i kosztów.
Jakie mogą być całkowite koszty, które będzie trzeba zwrócić razem z kwotą mikropożyczki? Np. pożyczając 100 zł na 30 dni, na www.szybkagotówka.pl może to być 310 zł miesięcznie za wysyłanie wezwań do zapłaty! Dlatego należy przestrzec wszystkich, którzy myślą, że znaleźli złoty środek na swoje inne zadłużenia. Inne przykłady: SMART pożyczka – 500 za 500 zł, maks. koszt opóźnienia o 30 dni: 218 zł + odsetki karne (10 proc.), wonga.com 500 za 510 zł, maks. koszt opóźnienia o 30 dni: 170 zł + odsetki karne (10 proc.).
Wspomnijmy jeszcze o kosztach przedłużenia tylko na wniosek pożyczkobiorcy, np. dla pożyczki 500 zł na 30 dni (visset.pl): 7 dni: 65 zł, 14 dni: 105 zł, 30 dni: 155 zł.

Profil typowego klienta czas obalić

W powszechnym przekonaniu klientem decydującym się na mikropożyczkę online jest osoba biedna, zadłużona, mająca problemy ze spłatą poprzednich kredytów. O ile tak głównie wygląda klientela firm oferujących „chwilówki ze słupa ogłoszeniowego”, to w przypadku pożyczek online jest trochę inaczej. Z najnowszego raportu (2015 r.) zrobionego przez Scopos na zlecenie Kreditech Polska wynika, że ponad 30 proc. pożyczających w sieci to średnio zamożni, mają stałe dochody (pomiędzy 2 a 5 tys. zł), stałą pracę i ustabilizowaną sytuacje finansową. Częściej pożyczają mężczyźni (54 proc.) w średnim wieku 30–40 lat (28 proc.).
Profil swojego klienta na bieżąco badają przede wszystkim firmy udzielające pożyczek online, dlatego są one jednym z niewielu źródeł informacji o tym, kto i na co pożycza pieniądze. Wśród podstawowych grup klientów Związek Firm Pożyczkowych wymienia: studentów, osoby pracujące na umowach-zleceniach i o dzieło, freelancerów, mikroprzedsiębiorców, osoby, które osiągają nieregularne dochody i nie mogą ich udokumentować, czyli w dużej mierze osoby o pozytywnej sytuacji finansowej, lecz traktowane w bankach gorzej niż szczęśliwi posiadacze stabilnego etatu.

Na co pożycza się w sieci?

Według danych ZFP aż 41 proc. osób biorących pożyczki w sieci robi to w nieprzewidzianych sytuacjach, by dopiąć domowy budżet. To osoby, którym nie wystarcza od wypłaty do wypłaty, bo pojawiły się jakieś dodatkowe koszty, np. choroba, wyższe rachunki. Jedna trzecia klientów (32 proc.) pożycza spontanicznie na dodatkową konsumpcję, np. na okazyjny zakup, organizację imprezy, zachcianki. Kolejne 27 proc. stanowi grupa osób, która sięga po pożyczkę najmniej regularnie, gdy zmusi ich do tego sytuacja, np. guma w samochodzie, zepsuta pralka czy lodówka. Jarosław Ryba z ZFP zauważa, że grupa osób poważnie zadłużonych, które finansują spłatę jednego zobowiązania kolejnym, jest stosunkowo niewielka. Pokazują to dane o pożyczkach straconych (czyli ostatecznie nieodzyskanych), które nie przekraczają 11 proc.

Cenna dyskrecja

W bezpośrednim kontakcie trudno znaleźć kogoś, kto otwarcie się przyznaje do pożyczania online. Wśród zalet chwilówek online wymienia się często ich dyskretność. W sieci można znaleźć mnóstwo opinii – zarówno dobrych, jak i negatywnych. Wielu chwali dyskrecję, inni szybkość i komfort takiego pożyczania. Inni narzekają na brak dyskrecji (umowa dostarczona w obrandowanej kopercie), długi czas oczekiwania (15 minut to mit), wysokie kary, ciągłe telefony i mailingi zachęcające do kolejnej mikropożyczki.

Zarzuty konsumenckie

Federacja Konsumentów już dwukrotnie zbadała umowy i inne dokumenty przedstawiane klientom firm pożyczkowych online. Z obu wyłonił się ich negatywny obraz, nie polecono żadnego z badanych produktów typu chwilówka. Najświeższe badanie pod nazwą „Chwilówki. Raport z badania wzorców umownych pożyczek krótkoterminowych” wykazało wiele uchybień w treściach umów i innych, które mogą być potencjalnym źródłem problemów dla konsumenta. Zauważono wiele niezgodności badanych wzorców z ustawą o kredycie konsumenckim. „Brak prawidłowej informacji o kosztach pożyczki, RRSO, całkowitym koszcie kredytu, zarówno na etapie przedkontraktowym, jak i w umowie, uniemożliwiają konsumentowi podjęcie świadomej decyzji o zawarciu umowy” – czytamy w raporcie. Obszerność dokumentów (nawet do około 50 stron), z którymi trzeba się zapoznać przed zawarciem umowy, brak precyzji w formułowanych terminach, nieprzejrzystość umów itp. mogą spowodować, że konsument nie zrozumie ciążących na nim obowiązków i przysługujących mu uprawnień.
– Przeprowadzona przez nas analiza kosztów związanych z udzieleniem pożyczki w wysokości 1000 zł na 30 dni, kosztów związanych z trzykrotnym przedłużeniem terminu spłaty takiej pożyczki o 30 dni oraz kosztów wynikających z opóźnienia w spłacie tej pożyczki o 31 dni prowadzi do wniosku, że pożyczki krótkoterminowe tzw. chwilówki są bardzo drogim produktem – przestrzega Federacja Konsumentów.

Czyli nie jest tak tanio

Aby można było porównać oferty bankowe i parabankowe powstał wskaźnik RRSO, czyli rzeczywista roczna stopa oprocentowania, który pokazuje obiektywnie, ile będzie kosztowała pożyczka w skali roku. Wybierając chwilówkę, to właśnie z tym wskaźnikiem powinniśmy przede wszystkim się zapoznać. On najwięcej powie nam o rzeczywistym koszcie zaciąganego zobowiązania. I tak np.:
Szybka Gotówka (hasło „Doładuj kasy! Ty wydajesz. My płacimy”, logo to bateria): za 3 tys. zł na 30 dni płacimy 3864,60 zł, RRSO 2078 proc., oferta dla klienta, który już brał mikropożyczkę online. Cashper („Przyjaciel w finansach”), Laur Konsumenta 2014 w kategorii odkrycie: 2000 zł na 30 dni za 2500 zł, RRSO 1410,30 proc., oferta dla nowego klienta. Net Credit („Twój drugi portfel”): 500 zł na 30 dni za 500 zł, RRSO 0 proc., oferta dla nowego klienta.
W Internecie dostępne są wyszukiwarki pożyczek online, dzięki którym łatwiej porównać różne propozycje, np. sowafinansowa.pl, bankier.pl.

Zatem dla kogo?

Z pewnością chwilówka nie jest właściwym rozwiązaniem dla konsumenta, który ma problemy z regularnym płaceniem zobowiązań. Korzystanie z takiego produktu może jedynie pogorszyć już trudną sytuację konsumenta. Należy przestrzec konsumentów przed „uzależnieniem” od ciągu umów pożyczek zawieranych w ramach umów ramowych czy magią „gratisów” i produktów za 0 proc., które niespłacone w terminie mogą kosztować bardzo dużo. Jest to produkt, z którego powinien korzystać jedynie taki konsument, który ma na tyle stałe dochody, aby oddać pieniądze w terminie bez konieczności prolongowania spłaty. – Zdecydowanie kredyt gotówkowy jest tańszy, natomiast minusem jest to, że trzeba go dłużej załatwiać. Jest potrzebnych więcej dokumentów, jak np. zaświadczenie o dochodach, wyciąg z konta. Ale taki kredyt można załatwić już nawet na 6 proc., chwilówki natomiast przyznawane są na mniejszą kwotę i trzeba sporo w formie odsetek oddać, samo RSSO to ponad 600 proc. – sugeruje Monika Chajęcka, doradca finansowy w Welcome Finance.
 

 

Mamy 1 Komentarz

Obrazek użytkownika Jan

Ku przestrodze dla tych, których by kusiło. Opisano mechanizm na przejmowanie całego majątku ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, których w Polsce nie brakuje. To wszystko w majestacie prawa, stworzonego przez państwo, które powinno chronić w pierwszej kolejności zwykłych ludzi, a nie pozwalać na takie praktyki. O frankowiczach się mówi, a o tych zadłużonych w parabankach mało, albo wcale, a skala ich zadłużenia wydaję mi się równie ogromna, albo i bardziej....i jest poważnym problemem dla społeczeństwa. We frankach brali również ludzie bogaci, posłowie, politycy, a parabankach ludzie, którym się nie przelewa i nie stać ich potem na prawnika, doradcę, czy lobbowanie....ot i cała prawda. Jestem ciekaw, kto ma udziały w tych firmach, które korzystają z tego wyjątkowo przychylnego dla nich prawa albo jak wyglądało lobbowanie za jego przyjęciem. To skandal, że jeden małżonek może bez wiedzy drugiego wziąć kredyt, a drugi mimo to musi spłacać. Dodam jeszcze, że powstał ruch obrony frankowiczów. Czy powinien powstać ruch obrony zadłużonych w parabankach? Tylko, że tutaj niestety są tylko raczej zwykli ludzie, których nie stać na prawników, nie są biegli w polityce i tego typu działaniach. Czy znajdzie się ktoś, jakaś siła polityczna, która wesprze tych ludzi????

Dodaj nowy komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.